Dla pasjonatów zabytków i muzeów Valletta (w całości wpisana na listę UNESCO) jest niewątpliwie „rajem”. Jest to jeden z najbardziej zagęszczonych obszarów zabytkowych świata, zwany również „muzeum pod gołym niebem”, bowiem na powierzchni mniejszej niż 1 km² znajduje się ponad 300 zabytków! Naoglądałam się zdjęć, naczytałam przewodników, wyznaczyłam listę priorytetów i stwierdziłam, że co najmniej dwa dni należałoby poświęcić na poznawanie stolicy. W tym planowaniu zapomniałam jednak o jednym – otóż, z racji naprawdę niewielkich odległości wszystko to, co chciałam, zobaczyłam w jeden dzień – i to bez jakiejś szczególnej zadyszki i gonitwy.

Jak już wspominałam we wcześniejszym wpisie, na Malcie jest bardzo dużo obiektów sakralnych, również w Valletcie kościołów, klasztorów i kapliczek jest bez liku. Wiele dróg nosi także imiona katolickich świętych, stad nie dziwi za bardzo fakt, że niemal na każdym rogu ulicy znaleźć można ich podobizny w postaci zdobnych, kunsztownie rzeźbionych figur. Większość świątyń zasadniczo otwierana jest na czas sprawowania w nich liturgii. Czasem jednak zdarza się, że w określonych godzinach udostępnione są one także dla zwiedzających. Pierwszym kościołem, który koniecznie trzeba zobaczyć odwiedzając Maltę jest konkatedra św. Jana. Świątynia ta wybudowana została w drugiej połowie XVI wieku jako kościół dla Zakonu szpitalnego – Joannitów, i jest pierwszym barokowym kościołem w Europie. Zadziwia zwiedzających niesłychanie bogato urządzonym wnętrzem, albowiem każdy fragment jej powierzchni pokryty został misternymi zdobieniami – złoceniami lub malowidłami. Odnaleźć je można dosłownie wszędzie: na sklepieniu, na ścianach, na kolumnach i portalach. Posadzkę zdobią natomiast niesamowicie kolorowe marmury oraz płyty nagrobne upamiętniające znakomite osobistości. Przylegające do Konkatedry Oratorium było pierwotnie prywatną kaplicą Wielkich Mistrzów Zakonu Maltańskiego. Wchodzi się do niego bezpośrednio z wnętrza kościoła. A wejść naprawdę warto! Ba! Nawet trzeba! Tutaj bowiem znajdują właśnie się dwa – wczesnobarokowe i pełne przenikliwego realizmu obrazy pędzla Caravaggio: Ścięcie Jana Chrzciciela i Św. Hieronim piszący.

Jeśli po tej „duchowej uczcie” komuś jeszcze mało baroku, to gorąco zachęcam do odwiedzenia kościoła św. Pawła Rozbitka. Co prawda dość ciężko tutaj się dostać, bo czynne na co dzień – boczne – wejście przez zakrystię ukryte jest w ciągu kamieniczek przy St. Lucia’s Street, ale warto się nieco potrudzić. Trójnawowa świątynia została nakryta kopułą, a jej wnętrze jest równie bogato zdobione jak w konkatedrze. W bocznej kaplicy (po prawej stronie ołtarza głównego) obejrzeć można fragment kolumny, przy której – zgodnie z wczesnochrześcijańską tradycją – ścięty został św. Paweł. Inną cenną pamiątką jest relikwiarz zawierający prawy nadgarstek Apostoła Narodów.

Ważnym miejscem na planie Valletty jest Pałac Wielkich Mistrzów. W miejscu dzisiejszego pałacu pierwotnie znajdowało się kilka budynków, które przez kolejne lata były nieustannie modyfikowane i upiększane. W latach czterdziestych XVIII wieku, za panowania Wielkiego Mistrza Manuela Pinto da Fonseca dokonano rozległych zmian w architekturze budynku i nadano mu obecny kształt. Część pałacu otwarta jest dla zwiedzających – i jest to muzeum prowadzone przez Heritage Malta. Tu niestety spotyka nas pewne rozczarowanie – wg przewodników podczas zwiedzania można podziwiać na korytarzach pałacowych zbroje rycerskie, portrety wielkich mistrzów, freski, tymczasem zastajemy puste korytarze, a na scianach podziwiać możemy wyłącznie gwoździe. Trwa jakiś remont, o którym nikt wcześniej, przed kupnem biletów, nie informuje. Na szczęście najważniejsze spośród udostępnionych pomieszczeń – Is-Sala tat-Tron (Sala Tronowa), w której znajduje się słynny cykl 12 fresków prezentujących oblężenie Malty w 1565 roku dokonane przez flotę oraz wojsko sułtana Sulejmana Wspaniałego – jest tego dnia dostępna dla zwiedzających. Równie interesująca wg zapowiedzi ma być pałacowa Zbrojownia. Mimo tego, że do dzisiaj zachowała się jedynie niewielka jej część, kolekcja ta uważana jest za jeden z najcenniejszych zabytków kultury europejskiej. Może to dlatego, że mnie nie kręcą zbroje i pistolety, a może dlatego, że prezentacja pozostawia wiele do życzenia, ale nie mogę powiedzieć żeby faktycznie te zbiory powaliły na kolana.

Będąc w Valletcie nie można przegapić jeszcze jednej atrakcji – salutu armatniego, który oddawany jest codziennie – raz w samo południe i drugi raz o godz. 16.00 – zawsze z górnych Ogrodów Barakka w stronę Wielkiego Portu, Salut oddawany jest przez członków Malta Heritage Society ubranych w historyczne mundury Artylerii Brytyjskiej.

Można wymienić jeszcze wiele ciekawych, wartych zobaczenia miejsc – jak choćby teatr Manoel, muzeum archeologiczne czy fort Elmo. Dlatego uważam, że każdy niewątpliwie znajdzie tu coś dla siebie.

Resztę dnia spędziłam po prostu idąc „gdzie oczy poniosą”, odkrywając w ten sposób urocze zaułki, puste uliczki i podziwiając jednocześnie słynne i jakże bardzo popularne zamknięte balkony maltańskie. Niemal nieodłączny element tutejszej architektury, zarówno te lśniące, odnowione, jak i te odrapane, popadające w ruinę przyciągają oko. Udało mi się też poznać ich historię. Otóż pierwsza tego typu konstrukcja pojawiła się na fasadzie Pałacu Wielkich Mistrzów, na początku XIX wieku. Arystokracji bardzo spodobała się taka koncepcja i zaczęto kopiować pomysł w innych budynkach. I tak, „zamknięty balkon” stał się symbolem bogactwa – każdy zresztą jest osobnym i niepowtarzalnym – małym dziełem sztuki. Jako element architektoniczny jest także synonimem miłości i sztuki uwodzenia. Bardzo często oddaje on symbolikę tęsknoty pięknej kobiety uwięzionej wewnątrz domu, której jedynym “oknem na świat” jest właśnie zamknięty balkon.

Oczywiście nie samym zwiedzaniem człowiek żyje, ale akurat w Valletcie postawiłam na lokalny street food, więc nie będzie tu opisów wykwintnych dań z jakże popularnego na Malcie królika. Wybrałam raczej pastizzi oraz znane mi z Sycylii arancini. Jednemu tylko nie mogłam się oprzeć – jeśli oczywiście kochacie lody tak jak ja – koniecznie odwiedźcie Amorino!

Zdjęcia wykonałam w lutym 2019 r.


Chcesz zobaczyć więcej Malty, zajrzyj też tutaj:

Malta – mała wyspa wielu możliwości

Mdina i Rabat – dwa w jednym

Mosta – miasto jednego zabytku

Maltańskie perełki

Subskrybuj
Powiadom o
guest
14 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze
Inline Feedbacks
View all comments
Anonimowy
Anonimowy
25 marca 2019 11:29

Na całej małej Malcie jest 365 kościołów, to aż niewiarygodne.
Widac, że jest co zwiedzac w samej Valletcie.
Turyści, którzy lubią spacery, na tej wyspie się nie nudzą.
Lubię małe uliczki,zaułki, zdobienia,balkony, więc zapewne dużo bym tam zobaczyła.Ładne miasto.
Pozdrowienia-)
Irena-Hooltaye w podróży

Tomek P.
Tomek P.
Reply to  Anonimowy
21 października 2021 21:47

Bez przesady – nie jest to chyba aż tak niewiarygodne 😛

LiliEss
28 marca 2019 11:32

Najmniejsza a za to jaka piękna. Jest tam tyle cudnych zakamarków można się w tej Valletcie zakochać

Kamil | ONE STEP FORWARD
28 marca 2019 11:44

Maltę mamy w planach na ten rok – już nie możemy się doczekać 🙂

Bogusława Pawłowska | Odsłoń Kulturę
28 marca 2019 12:20

Niestety nigdy nie miałam przyjemności jej zwiedzić 🙂 niesamowite miejsce.

Magdalena Madeline
10 września 2019 18:24

Mam nadzieję,że kiedyś uda mi się zobaczyć to przepiękne miejsce ! 🙂

https://madeleinestyle1997.blogspot.com/

Irek
22 października 2021 09:05

Malta i oczywiście też Valletta zrobiły na mnie gigantyczne wrażenie. Świetnie sie tam czułem. I to z kilku powodów. Jednym jest chyba to, ze tam żyje sie dużo wolniej. A ja jako chłopak z małego miasteczka lubię takie klimaty. Musze tam wrócić