To już ostatnia „podróż w czasie” podczas mojego pobytu w dalekim Uzbekistanie. Zwykle jadąc gdzieś po raz pierwszy tak planuję trasę, aby to, co najważniejsze i najpiękniejsze zobaczyć na początku. Tym razem jednak to, co najlepsze – niczym przysłowiowa „wisienka na torcie” – zostało na sam koniec. Zdecydowanie najciekawsze miasto Wielkiej Uzbeckiej Trójki i – co chyba najważniejsze – zachowane do naszych czasów niemal w nienaruszonym stanie. Po prostu perełka!

Jesteśmy zatem w Chiwie, w miejscu, które jednych zachwyca, a innych nudzi. Przyznajcie się – kto z Was wcześniej słyszał tę nazwę? Owszem, Samarkanda czy Buchara – jak najbardziej! Choć trzeba przyznać, że znane z – niekoniecznie chętnie czytanych – artykułów na lekcjach (dawniej obowiązkowego) języka rosyjskiego. O czym zresztą nie dawno przypomniał mi mój kolega. Ale Chiwa??? A cóż to jest Chiwa? Nawet na poważniejszych forach turystycznych nader często spotkać się można z opiniami, że nie warto poświęcać czasu, żeby odwiedzać wszystkie te trzy miasta. Wiele osób pyta przed wyjazdem pyta wprost: Które miasta obowiązkowo trzeba zobaczyć? Z którego można spokojnie zrezygnować? No i najczęściej skreślana jest właśnie… Chiwa. Niewątpliwie ze względu na dzielącą ją od Taszkentu odległość; a co za tym idzie wielogodzinną podróż, która trwa minimum 14 godzin. Bliżej stąd do Turkmenistanu niż do innego uzbeckiego miasta.

Mało brakowało, a i my też musielibyśmy „odpuścić”. Na szczęście udało się! Zapewne dlatego, że ta podróż to urodzinowe marzenie, a takie – szczególnie w 50. urodziny – zwyczajnie się spełniają.

Jeśli o Chiwę to na pewno była dla mnie sporą zagadką. Dosyć często świadomie jeżdżę w miejsca „niepopularne” wśród wakacyjnych turystów; takie, o których niektórzy nawet mawiają z pogardą: Tam nic tam nie ma! Albo: Szkoda czasu, tam wystarczy godzina, żeby wszystko zaliczyć! Dlatego też czytając podobne opinie o Chiwie, że to kolejne miasto pełne takich samych widoków jak w Bucharze czy Samarkandzie, tzn. kopuł, świątyń, szkół koranicznych itd., zwyczajnie obawiałam się rozczarowania. Tego, że może i mnie faktycznie tam nic nie zaskoczy.

Otóż nie! Szybko okazało się, że zwiedzanie Chiwy to znacznie więcej, niż podziwianie pięknych zabytków i odhaczanie kolejnych punktów oznaczonych w przewodniku turystycznym. Przekroczenie bram starego miasta jest jak podróż do innego świata, w którym czas zatrzymał się kilkaset lat temu.

W Chiwie godzina to zdecydowanie za mało, może w 2-3 godziny uda się zaliczyć najważniejsze atrakcje. Ale dla tych, którzy chcą spokojnie zobaczyć wszystko jedna doba to za mało. Stara Chiwa to wieki skansen – ciekawa mieszanka meczetów, medres, mauzoleów, muzeów, ale także domów zwykłych ludzi. Bowiem stare miasto to nie tylko zabytek, ale również miejsce codziennego życia – pracy, zabawy, odpoczynku mieszkających tutaj obywateli. W dużej części zajmują się oni rękodziełem, bądź ulicznym handlem, stąd większość ulic dość szczelnie zastawiona jest rozmaitymi straganami. To, co szczególnie przykuło moją uwagę – to fakt, że większość (jeśli nie wszystkie) kobiety dosłownie nie wypuszczają z rąk drutów! Niemal w każdym miejscu i w każdej chwili dziergają coś na nich.

Chiwa to także miasto bajecznych kolorów i pięknych wzorów, którymi pokryte są nie tylko ściany budynków, ale również sklepienia wielu pomieszczeń. Wchodząc do niektórych na początku czujemy nawet jakieś rozczarowanie pustym wnętrzem, ale wystarczy tylko podnieść głowę, by zachwycić się misternie rzeźbionymi kasetonami, które układają się w przepiękne wzory. Dodatkowo są jeszcze pokryte kolorową farbą, która dopełnia całości i uzupełnia bogaty wzór.
Na pewno warto tu posiedzieć kilka dni, by zajrzeć w możliwie każdy zakamarek. 

Ze względu dużą koncentrację historycznych budowli na stosunkowo niewielkim obszarze – Chiwę często określa się mianem „miasta-muzeum”. Nie podejmuję się nawet próby opisania wszystkich miejsc, bo powstałby z tego niezwykle długi przewodnik. Ale nie byłabym sobą, gdybym nie wspomniała o kilku z nich, o tych które na mnie osobiście zrobiły największe wrażenie. 

Zajrzyjmy więc do Iczan Kala (uzb. Ichаn Qаlʼа) warownego Starego Miasta otoczonego ponad dwukilometrowym, potężnym murem z gliny. Po wejściu przez zachodnią bramę jako pierwszy zachwyci nas 28-metrowy minaret Kalta Minor. Jeden z władców Chiwy postanowił wybudować minaret tak potężny by można było z niego dostrzec Bucharę. Nagła śmierć chana na perskim polu bitwy w 1855 roku położyła kres projektowi, gdy minaret osiągnął zaledwie 26 metrów (w przewodnikach podawana jest również wysokość 25 i 28 metrów). Nawet w niedokończonej formie konstrukcja jest olśniewająca, pokryta w całości charakterystycznymi dla Chiwy niebiesko-zielonymi płytkami ułożonymi w geometryczne wzory. Tuż za minaretem znajduje się medrasa Mukhammada Amin-chana – największa nie tylko w Chiwie, ale także w Azji Środkowej. Jej bogato zdobiony portal zdobi fraza w języku arabskim: „Ten doskonały budynek na wieki będzie służył radości przyszłych pokoleń”. Dziś znajduje się tu hotel, kawiarnia i biuro podróży.

Kolejny punkt to XIX-wieczne mauzoleum muzułmańskiego poety, filozofa i świętego męża Pakhlavana Mahmuda – patrona Chiwy. Charakterystyczne turkusowe kopuły budowli rzucają się w oczy już z daleka. Na wewnętrznym dziedzińcu znajduje się studnia i drzwi do kilku mniejszych izb, a także wejście do głównej części kompleksu. Ściany misternie udekorowane niewielkimi ceramicznymi płytkami w perskim stylu, widnieją też na nich maksymy z twórczości filozofa. Przed wejściem zauważam czytelny znak informujący o zakazie fotografowania, więc to co widzę zostaje już wyłącznie w mojej pamięci. Okazuje się, że nie wszyscy przestrzegają jednak tego zakazu, bo w sieci bez trudu można znaleźć sporo zdjęć tego miejsca. 

Koniecznie też trzeba zajrzeć do meczetu Juma (meczetu piątkowego). Został wzniesiony pod koniec XVIII wieku na gruzach poprzedniej zabudowy datowanej na X wiek. To niezwykle oryginalna budowla – bez portali i kopuł, bez krużganków i dziedzińców. Słynny hypostyl podpiera “las” z ponad 200 drewnianych kolumn. Kilka filarów pochodzi z pierwszej świątyni, większość jednak powstała w XVII i XVIII wieku.

Niewątpliwie warto też dotrzeć do jednej z piękniejszych budowli Chiwy. Wybudowanego pod koniec XIX wieku pałacu Tasz Chauli, składającego się ze stu pięćdziesięciu komnat, które wyróżniają pokryte misternymi zdobieniami sklepienia. Na głównym dziedzińcu znajduje się miejsce, w którym rozbijano wielką jurtę, gdy władca życzył sobie przywołać koczowniczy styl życia jego przodków. Pałac, w skład którego wchodzi dziewięć dziedzińców, miał dorównać w okazałości rezydencji chanów Buchary.

Jak widać nie bez powodu to właśnie Chiwa jako pierwsze miasto Uzbekistanu została uhonorowana wpisem na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Orientalna architektura, charakterystyczne zwieńczenia murów, meczety i turkusowe kopuły zdobione perskimi ceramicznymi płytkami chyba nigdy mi się nie znudzą. I gdybym tylko mogła zostałabym w Chiwie na dłużej. Bo po prostu warto!

zdjęcia wykonałam we wrześniu 2022 r.

Informacje praktyczne:

Jak wspomniałam powyżej wyprawa do Chiwy to sporo wyzwanie. Z Taszkentu minimum 14 godzin pociągiem. Samochodem prawie 1000 km. Najkorzystniej znów jest samolotem – najbliższe lotnisko znajduje się w Urgencz, a stamtąd już tylko ok. 40 minut samochodem, maszrutką lub trolejbusem.

W Chiwie zwiedzanie ułatwia nam kupno jednego biletu do wszystkich miejsc. Do wyboru mamy trzy opcje. Wersja VIP (150 tys. sum) to możliwość odwiedzenia 15 miejsc, wejścia na mury i do wartowni oraz – dla odważnych – wejścia na minaret Islama Hodży. Z biletem Standard (100 tys. sum) zwiedzamy 15 najważniejszych obiektów. Jeśli chcemy wyłącznie spacerować uliczkami Iczan Kala, a wnętrza wówczas za jedyne 50 tys. możemy kupić bilet Economy. Kasy biletowe znajdują się przy bramach wejściowych: zachodniej i wschodniej.

Aby w pełni poczuć magię tego miejsca koniecznie trzeba zostać tu na nocleg. W obrębie murów starego miasta znaleźć można wiele hosteli i hoteli w historycznych budynkach – w tym np. w dawnej medresie. Jeśli natomiast w trakcie “podróży w czasie” chcemy wypocząć korzystając basenu, strefy wellness czy też tęsknimy za bogatym europejskim śniadaniem, czy też tak jak ja świętuje się urodziny 🙂 to polecam – jeden z najnowszych i najbardziej luksusowych w całym Uzbekistanie – Hotel Farovon


Chcesz zobaczyć więcej atrakcji Uzbekistanu? Zapraszam do pozostałych wpisów:

Perły Jedwabnego Szlaku. Samarkanda.

Perły Jedwabnego Szlaku. Buchara.

Subskrybuj
Powiadom o
guest
14 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze
Inline Feedbacks
View all comments
TosiMama
TosiMama
17 października 2022 21:39

To zupełnie dla mnie obcy zakątek świata, ale wnioskując po Twoich zdjęciach tak piękny i niezwykły, że miałabym ochotę się tam wybrać.

Pojedztam
18 października 2022 23:32

Dziękuję za możliwość odbycia tej wirtualnej podróży. Tam mnie jeszcze nie było.

Pojedztam
Reply to  Ola
24 października 2022 11:07

Gdy nadarzy się ku temu okazja na pewno tak zrobimy.

Mangomania
Mangomania
Reply to  Ola
24 października 2022 13:32

Dziewczyny z Pojedztam sporo podróżują na pewno ten wpis jest dla nich atrakcją.

marcjanna
21 października 2022 08:31

taka podróż musi być fascynująca 🙂 z jednej strony bardzo bym chciała odwiedzić Uzbekistan, z drugiej mam obawy 😀 dzięki za ciekawy wpis 🙂

Danuta
Danuta
Reply to  Ola
25 października 2022 08:26

Jak tam dolecieć

Mangomania
Mangomania
21 października 2022 09:58

Miejsce na pewno ciekawe pod wieloma względami, ale ja na razie nie planuję tam wyprawy.

Izabela
23 października 2022 16:29

Tam mnie jeszcze nie było. I też dziękuję za możliwość wirtualnego zwiedzania