Jakoś nie zbyt długo potrafię usiedzieć w jednym miejscu… Okazuje się bowiem, iż zdecydowanie lepiej odpoczywam i regeneruję siły odkrywając coś lub zwyczajnie poznając nowe miejsca – nawet, jeśli trzeba przy tym trochę się namęczyć. Tegoroczny weekend majowy subtelnie rzecz ujmując – nie rozpieścił nas pogoda, choć zapowiadało się pięknie. Ostatecznie, ani aura, ani temperatury nie zachęcały do dalszych wyjazdów. Ale przecież nigdzie nie jest powiedziane, że tradycyjna „majówka” zawsze musi to być wielką wyprawą w nieznane. Na szczęście, nawet w najbliższej okolicy nie brakuje ciekawych klimatów i zjawiskowych miejsc… 
Zatem co? Szybka decyzja i po kilkuletniej przerwie, po raz kolejny odwiedzam nasz dolnośląski Krzeszów. Jest to niewielka miejscowość położona w Kotlinie Kamiennogórskiej, w której znajduje się przepiękna Bazylika Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny – nieprzypadkowo nazywana „Europejska perłą baroku”. Wchodzi ona w skład dawnego Opactwa Cystersów i jest jedną z największych i zarazem najpiękniejszych świątyń barokowych, nie tylko na Śląsku czy w Polsce, ale i w całej Europie. Od czasu powstania Diecezji Legnickiej (25 marca 1991 roku) jest ona jej głównym sanktuarium oraz celem licznych pielgrzymek przybywających tutaj z kraju i zagranicy. Mało tego, wciąż restaurowane krzeszowskie Opactwo Cystersów wpisane zostało na listę Pomników Historii i kandyduje do listy UNESCO.  

Początki klasztoru w Krzeszowie sięgają aż 1242 roku, kiedy to wdowa po Henryku Pobożnym – księżna Anna, ufundowała tutaj Opactwo Benedyktynów. Pół wieku później jej wnuk – Bolko I Surowy – ofiarował te ziemie Cystersom sprowadzonym tutaj z Henrykowa Śląskiego, by w kolejnym miejscu na Dolnym Śląsku, realizując swój charyzmat, mogli nie tylko nauczać prawd wiary, ale i szerzyć kulturę agrarną Kolejne wieki pobytu Cystersów w Krzeszowie zaowocowały całkowitą przebudową pierwotnego kompleksu klasztornego – ostatecznie w duchu baroku. W efekcie powstało tutaj monumentalne dzieło stanowiące najwyższe osiągnięcie sztuki baroku na całym Śląsku. Stąd, nikogo nie powinno zbytnio dziwić dlaczego pocysterskie Opactwo w Krzeszowie jest współcześnie jedną z najchętniej odwiedzanych atrakcji w regionie.  

Zwiedzanie rozpoczynam od wizyty w Centrum Obsługi Pielgrzyma, gdzie należy kupić bilet na jedną z wybranych tras (20 zł bilet normalny na trasę tzw. „rozszerzoną” – obejmującą dosłownie wszystkie obiekty), można również wypożyczyć pożyteczny audioguide (choć wprowadzona kaucja 100 zł – trochę mnie zaskakuje – więc tym razem nie skorzystam). 

Sam Krzeszów – to przede wszystkim Bazylika – Sanktuarium Matki Bożej Łaskawej. Piękna późnobarokowa świątynia z przebogatym wnętrzem, więc to od niej zaczynam zwiedzanie. Na szczególną uwagę zasługuje ołtarz główny z monumentalnym obrazem Wniebowzięcia NMP, a także liczne freski o tematyce biblijnej i zakonnej. Jednak największym skarbem Sanktuarium jest XIII-wieczna ikona Matki Bożej Łaskawej – uznana oficjalnie za najstarszy wizerunek maryjny w Polsce. 

Kolejny punkt programu to wieża kościoła klasztornego, z której można podziwiać pagórkowatą panoramę okolicy. W połowie drogi na taras widokowy można zajrzeć na strych i przyjrzeć się imponującej konstrukcji więźby dachowej, krokwi oraz kopuł nad ołtarzem. Co prawda, nie mam lęku wysokości i 40 metrów nie jest jakąś porażającą mnie wysokością, jednak wędrując po wąskich ażurowych schodach zastanawiam się czy trasa ta jest, aby odpowiednio dobrze zabezpieczona. W mojej ocenie – brakuje tam, właściwego oświetlenia (tzn. w sumie to wcale go nie ma – do dyspozycji jest tylko naturalne światło i to dość skąpo wpadające przez okna), może warto byłoby lepiej zabezpieczyć także samo wejście na „taras”, bo niezbyt równe podłoże i wąskie przejście może stanowić realne zagrożenie dla turystów – zwłaszcza osób starszych i dzieci. Dlatego na pewno trzeba nie tylko podziwiać wspaniałe widoki, ale i czasem zwyczajnie spojrzeć pod nogi, aby przypadkiem nic złego się nie wydarzyło. Schodząc z wieży warto przyjrzeć się z bliska organom koncertowym Michała Englera – posiadającym 2806 grających piszczałek, 50 registrów, 3 manuały i klawiaturę pedałową. Z czasów ich budowy zachowało się, aż 95 procent oryginalnych części, w związku z tym uważane są za najlepiej zachowane organy barokowe w tej części Europy. Jeśli tak imponująco wyglądają i robią takie wrażenie dla naszych oczu – to jak pięknie muszą grać!  

Wychodząc z Bazyliki kieruję się w prawo do małego kościoła p.w. św. Józefa. Jego wnętrze to prawdziwa galeria fresków pod wspólnym tytułem: „Radości i troski św. Józefa” – autorstwa „Śląskiego Rembrandta” – bo tak tutaj nazywamy wybitnego XVII wiecznego malarza Michaela Willmanna. Kościół jednak jest zamknięty na klucz i chcąc go zwiedzić należy poprosić o otwarcie wolontariuszy z punktu obsługi. Wraz z innymi zwiedzającymi zostaję więc „zamknięta” na jakiś czas w tym pięknym wnętrzu, w którym naprawdę warto spędzić kilka chwil… Chcąc wyjść na zewnątrz należy skorzystać z dzwonka, którym to przywołuje się obsługę. Nieopodal wspomnianego kościoła znajduje się „Dom Opata”, a w nim niewielkie muzeum opactwa krzeszowskiego. Zobaczyć można tutaj stare księgi metrykalne, mszały, modlitewniki, ornaty, kielichy mszalne oraz kilka obrazów pochodzących z kaplic tzw. „Kalwarii Krzeszowskiej”. 

W tylnej części Bazyliki znajduje się, niejako dobudowane do niej, Mauzoleum Piastów Świdnicko – Jaworskich z gotyckimi sarkofagami fundatorów krzeszowskiego Opactwa. Wychodząc z Mauzoleum, już na zewnątrz świątyni – zauważamy niewielki cmentarz zakony z grobami pochowanych tam ojców i braci. Na sam koniec udaję się do klasztornych piwnic. To ostatni punkt na trasie mojego zwiedzania krzeszowskiego kompleksu klasztornego. Po kilku metalowych schodach docieram do głównego korytarza z łukowymi sklepieniami, na końcu którego wyświetlane są jakieś obrazy. Niestety jest zbyt jasno, żeby na ceglano-kamiennej ścianie dojrzeć czego one dotyczą. Być może to pisana kolejnymi fotografiami multimedialna historia tego miejsca? Pod jedną ze ścian stoi mała trumna otoczona świecami, nad nią również wyświetlany jest jakiś film, ale w momencie kiedy tam dochodzę – jak na złość – pojawia się informacja: „Start filmu za 10 min”. Ale nie chciało mi się aż tyle czekać…

Zatem wychodzę. Z każdą chwilą na niebie przybywało stalowo-szarych chmur, a temperatura długiego majowego weekendu bardziej przypominać zaczynała późna jesień, albo nawet wczesną zimę – więc postanowiłam, że zaplanowany wcześniej spacer dróżkami Kalwarii i odwiedziny w letnim domku na wodzie – to zdecydowanie powód do kolejnych odwiedzin pięknego Krzeszowa. Tym razem jednak przy bardziej sprzyjającej pogodzie.

zdjęcia wykonałam w maju 2019 r. 

Subskrybuj
Powiadom o
guest
8 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze
Inline Feedbacks
View all comments
Iwona_SzerokąDrogą
6 maja 2019 09:48

Dolny Śląsk odwiedzam dość często, ale tam jeszcze nie byłam. Muszę koniecznie nadrobić! Pozdrawiam serdecznie 🙂

FotoWojaże
6 maja 2019 11:10

Nigdy tam nie byłem, jakoś tak na uboczu, że nie po drodze, choć z reguły większość klasztorów na Śląsku już fotografowałem (Rudy, Jemielnica, Trzebnica, Lubiąż, Kamieniec).

Anonimowy
Anonimowy
6 maja 2019 12:03

Wielką radośc sprawiłaś mi tym wpisem, bo tuż obok Krzeszowa jest moja rodzinna miejscowośc.W Bazylice byłam chyba setki razy.Piękna barokowa budowla,która robi ogromne wrażenie, podobnie jak kościół św.Józefa.Wnętrze bazyliki jest fantastyczne. Tak się zachwycam,bo z tym miejscem łączy mnie też ogromny sentyment. Wiele osób nawet z Dolnego Śląska Krzeszowa nie zna, a szkoda. Pięknie Bazylikę i jej okolice przybliżyłaś.
Pozdrawiam serdecznie-)
Irena-Hooltaye w podróży

Marysia
Marysia
6 maja 2019 12:09

Polskie obiekty kultu religijnego są bogato i zdobione. Zawsze odwiedzjąc je mam wrażenie że są to pewne rodzaje wolnostojących muzeów. Zawsze odwiedzam kościoły będąc w miastach. Dużo mozna się dowiedzieć o okolicy dzięki nim.

TosiMama
1 sierpnia 2019 22:17

Dolny Śląsk jest przepiękny! Byłam tam tyle razy, a ciągle mam coś jeszcze do odkrycia.

Magda
2 listopada 2021 10:42

Krzeszów jest niezwykły… Pamiętam, jak pierwszy raz weszłam do wnętrza świątyni i dosłownie odebrało mi mowę.