Zawsze po powrocie do domu zarzekam się, że kolejny raz to na pewno wybiorę opcję all inclusive, że wreszcie beztrosko leniuchując zapomnę o całym świecie. Mój syn podsumowuje te marzenia jednym zdaniem: „dobra, dobra, zawsze tak mówisz”. I ma rację! Oczami wyobraźni widziałam się na rajskich plażach Langkawi, jednak, jak zwykle zwyciężyło zwiedzanie, odkrywanie i smakowanie. Chciałam jak najmocniej poczuć klimat tego kraju, po prostu nie mogłam odpuścić. Zamiast leniuchować w cieniu palmy, wolałam spędzać czas na odkrywaniu skarbów tej kulturowej mieszanki i na próbowaniu niesamowitych smaków, które ten kraj oferuje. Może kiedyś zdecyduję się na ten beztroski relaks, ale w tej podróży to przygoda wygrała!

Moja trasa obejmowała miejsca, dzięki którym mogłam w pełni – zgodnie ze wskazówkami wyczytanymi w internecie – poczuć urok Malezji, dlatego też nie mogłam pominąć wyjątkowego miejsca jakim jest stolica wyspy Penang – George Town. Oczywiście i tym razem nie obyło się bez niespodzianek. Krótki lot z Kuala Lumpur zbliżał się do końca i samolot zniżał się już do płyty lotniska, kiedy nagle lądowanie zostało przerwane i pilot wykonał manewr odejścia na drugi krąg. Po dłuższej chwili, podczas której nic niepokojącego w samolocie się nie zadziało, bezpiecznie wylądowaliśmy. Przez chwilę zaświtał mi w głowie pomysł wypożyczenia skutera, ale na szczęście nie zrealizowałam tej szaleńczej myśli, bo to co działo się na drogach przyprawiało o szybsze bicie serca. Skorzystałam więc z aplikacji Grab i z miejscowym kierowcą dotarłam bezpiecznie do hotelu.

W George Town nie potrzeba szczegółowego planu zwiedzania. Wystarczy po prostu wyjść na ulicę i iść przed siebie, pozwalając, by miasto samo prowadziło cię przez swoje zakamarki. Centrum George Town jest wpisane na listę UNESCO – spacerując wąskimi uliczkami szybko można zrozumieć powody tej decyzji. Niezwykłe połączenie różnych kultur i epok – kolonialna architektura przeplata się tutaj z urokiem brytyjskich kamienic, bogato zdobionymi chińskimi domami oraz barwnymi hinduskimi i muzułmańskimi świątyniami. A tuż obok nich wyrastają eleganckie, nowoczesne hotele i sklepy, tworząc fascynującą mozaikę historii i współczesności. Ulice, choć z pozoru chaotyczne, mają swój rytm i zapraszają do zgłębiania ich tajemnic.

W George Town naprawdę warto pozwolić sobie na spontaniczność. Często to właśnie te niezaplanowane momenty stają się najbardziej niezapomniane – kiedy znajdziesz się w miejscu, które nie znajduje się w przewodniku, ale które zaskoczy cię swoją magią i autentycznością.

Jedną z głównych przyczyn popularności George Town są słynne na całym świecie murale, które nadają miastu wyjątkowy charakter. Sztuka uliczna nie jest tutaj tylko dekoracją, jest prawdziwym elementem tożsamości miasta. Wzbogaca przestrzeń, opowiadając historie, które są zarówno osobiste, jak i uniwersalne. Autorem pierwszych murali, które zyskały międzynarodową sławę, jest litewski artysta Ernest Zacharevic, nazywany przez niektórych malezyjskim Banksym. Jego prace pełne są humoru, ale i głębokiej refleksji nad współczesnym życiem miasta. Zacharevic w swojej sztuce łączy realizm z elementami surrealistycznymi, tworząc dzieła, które nie tylko cieszą oko, ale również zmuszają do zastanowienia. Jego najbardziej znane murale, takie jak Boy on Motorcycle, Children on Bicycles czy Boy on Chair, stały się ikonami George Town i przyciągają turystów z całego świata. Przypadkiem miałam okazję obserwować autora przy pracy, ponieważ na zaproszenie rządu malezyjskiego we wrześniu i październiku prowadził prace renowacyjne swoich murali. Był to niesamowity widok – artysta starannie odnawiał swoje dzieła, które stały się już nieodłączną częścią miejskiego krajobrazu. Spacerując wąskimi uliczkami, czułam się jakbym odkrywała miejską galerię, której eksponaty nie były zamknięte w czterech ścianach, ale rozciągały się na budynki całego miasta.

George Town jest nie tylko centrum artystycznym, ale także kulinarnym sercem Malezji. Kuchnia Penang to prawdziwa uczta – różnorodna, pełna smaków i aromatów, które łączą tradycje malajskie, chińskie czy indyjskie w jedną, niepowtarzalną całość. Każdy posiłek to prawdziwa przygoda dla zmysłów. Zdecydowanie trzeba odwiedzić Chulia Street lub Lebuh Kimberley, gdzie znajdziecie najlepsze lokale z ulicznym jedzeniem i spróbować takich dań jak laksa (pikantna zupa rybna), serwujący penang prawn mee – zupę z krewetkami czy nasi kandar (ryż podawany z różnorodnymi mięsami i sosami). Uliczne stoiska z jedzeniem są pełne ludzi o każdej porze. Nocne targi w George Town np. na New Lane Hawker Centreto prawdziwa gratka dla miłośników jedzenia. Po zmroku ulice ożywają, a stragany pełne są zapachów, które przyciągają jak magnes. Zjeść tu można dosłownie wszystko – od satay (grillowane mięso na patyczkach) po roti john (chrupiące kanapki z jajkiem i mięsem). Jedno z moich najbardziej niezapomnianych odkryć to char kway teow (smażony makaron z owocami morza i kiełkami). Ta niezapomniana różnorodność smaków sprawia, że coraz częściej myślę o powrocie, by ponownie poczuć te wyjątkowe aromaty.

Oprócz niesamowitego jedzenia i murali, George Town zachwyca także swoimi zabytkami, które stanowią prawdziwy skarb tego miasta. Spacerując po starym centrum, można podziwiać kolonialną architekturę, której najbardziej charakterystycznym przykładem jest imponujący Fort Cornwallis, będący świadkiem historii Malezji. Warto odwiedzić także liczne świątynie czy meczety, które tworzą niezwykłą mieszankę wpływów religijnych i kulturowych. Nie można też zapomnieć o Clan Jetties – unikalnych domach klanowych, które wzniesiono na palach nad wodą. To żywe świadectwo chińskiej historii Penangu, gdzie każda rodzina, należąca do jednego z klanów, miała swój własny „dom na wodzie”. Spacerując po tych drewnianych kładkach, można poczuć ducha dawnych czasów i zobaczyć, jak tradycja łączy się z nowoczesnym życiem miasta. To miejsce, które tętni życiem, a jednocześnie zachowało swoją autentyczność, stanowiąc nieodłączną część tożsamości George Town. Z naszych wyjazdów staramy się przywozić wyjątkowe pamiątki, dlatego tym razem postawiliśmy na rękodzieło stworzone przez mieszkańca tego osiedla, który z wielką precyzją odwzorował imię Młodego, ozdabiając je typowymi chińskimi malunkami.

Wśród wszystkich odwiedzonych podczas tej wyprawy miejsc, to właśnie George Town wydało mi się najbardziej malezyjskie. Tu czuje się autentyczność, prawdziwą mieszankę kultur, tradycji i nowoczesności. Miasto żyje, oddycha i zmienia się, ale nie zatraca przy tym swojej unikalnej tożsamości. Pobyt w Penang to czas, który pozwolił mi naprawdę poczuć ducha Malezji w jego najczystszej formie, dlatego wiem, że powrót do George Town to tylko kwestia czasu.

zdjęcia wykonałam we wrześniu i październiku 2024 r.


Poza George Town warto w Malezji zajrzeć do stolicy, Batu Caves, Kuala Gandah czy Malakki. A do Malezji dotarliśmy z Singapuru, o którym możesz przeczytać tutaj i tutaj


Subskrybuj
Powiadom o
guest

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

9 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze
Inline Feedbacks
View all comments
zwariowane trio
zwariowane trio
2 lutego 2025 14:45

Jejku te murale zachwycają!!! Piekna podróż miałaś 🙂

krystynabozenna
2 lutego 2025 16:33

Spodobało ci się, więc pewnie wrócisz 🙂 Mnie się nic na razie nie chce 🙂

mangomania
mangomania
3 lutego 2025 08:43

Zabytki to zawsze dobra atrakcja danego miejsca. Mi jedynie nie specjalnie nie podobają się murale, chociaż mają sporo fanów.

FOTO podróże BPE
3 lutego 2025 10:59

fantastycznie , szykuje nam się powrót do Malezji to może uda się i tam zajrzeć
wracając do początku twojego wpisu – to u nas jest tak samo , tzn ja opcji all inclusive nie znoszę, ale raz uległam meżowi, który zarzekał sie, że kolejne wakacje spedza na plaży i basenie jak każdy normalny turysta. Wykupiliśmy super hotel i po 15 minutach na basenie doszedł do wniosku, że nuda i zapytał „no to gdzie jedziemy?” – I tak przez tydzień zrobiliśmy parę tysięcy kilometrów, a uroki hotelu zmarnowały się

Agnieszka
Agnieszka
3 lutego 2025 20:01

Dla samego Street Art’u spacerowałabym uliczkami, cudownie tak poczuć kulturę i smak miejsca, cudowne zdjęcia