Drugi dzień naszego krótkiego pobytu w stolicy Norwegii spędziliśmy wykorzystując do maksimum Oslo Pass. 24-godzinna karta dla osoby dorosłej kosztuje 445 koron norweskich czyli ok. 200 zł (dla studentów jest zniżka, ale tylko przy zakupie w punkcie informacji z legitymacją ISIC). Oslo Pass uprawnia do nielimitowanych przejazdów komunikacją miejską (także promami), bezpłatnych wstępów do 30 obiektów muzealnych oraz do zniżek w restauracjach, sklepach czy też w obiektach rekreacyjnych. Zaczęliśmy od skoczni w Holmenkollen, a resztę dnia spędziliśmy na Bygdøy (co po norwesku oznacza zamieszkana wyspa). Kiedyś ten teren był prawdziwą wyspą, a pod koniec XIX w. został połączony z Oslo zachowując jednak swój wyspiarski, nieco elitarny, charakter. Norwegowie twierdzą, że ze względu na położenie, jak i zagospodarowanie przestrzeni, w tym liczne ścieżki rowerowe i plaże, to jedno z najprzyjemniejszych miejsc do życia w stolicy, co niestety przekłada się na kosmiczne ceny tutejszych nieruchomości.

Na szczęście nie trzeba tu mieszkać, żeby skorzystać z bogatej oferty tego miejsca; można dotrzeć tu drogą lądową – miejskim autobusem lub morską – promem, który odpływa z portu przy ratuszu. My wybraliśmy drugą opcję i po ok. 20 minutach dobiliśmy do brzegu półwyspu, by wyruszyć na zwiedzanie. Mając wystarczająco dużo czasu można odwiedzić tu aż pięć ciekawych muzeów, tj. Łodzi Wikingów, Kon-Tiki, statku polarnego Fram, muzeum morskie oraz muzeum ludowe ze skansenem. Pandemia nieco pokrzyżowała nam plany i przez krótsze godziny otwarcia najzwyczajniej się nie wyrobiliśmy. No cóż, nie można mieć wszystkiego. Wybraliśmy dwa najbardziej interesujące nas obiekty – niewielkie budynki nie wskazywały na bogactwo zbiorów, a jednak zwiedzanie zajęło nam kilka godzin.

Muzeum Kon-Tiki

“Granice? Nigdy żadnej nie widziałem, ale słyszałem, że istnieją w umysłach niektórych ludzi” – całkiem słusznie stwierdził Thor Heyerdahl. To norweski etnograf i podróżnik, który zasłynął z dwóch niesamowitych wypraw na tratwie „Kon-Tiki” oraz w papirusowej łodzi “Ra”. Nie znalazłam w sieci 100% potwierdzenia, że prezentowane tu statki są oryginalne, niektórzy twierdzą, że to jedynie rekonstrukcje. Jakby nie było – warto się im dokładnie przyjrzeć i wyobrazić sobie jaką odwagą wykazali się podróżnicy przemierzając ocean. Za żadne skarby świata nie weszłabym na taki pokład.

Oprócz łodzi zobaczymy tu również bogate archiwa z licznych podróży na Galapagos czy Wyspy Wielkanocne. Heyerdahl był nie tylko zapalonym podróżnikiem, angażował się również w sprawy ochrony środowiska i utrzymania pokoju na świecie. Muzeum dysponuje też niewielką salą kinową, gdzie obejrzeć można filmy z podróży, a w jednej z gablot zobaczyć można słynną złotą statuetkę – symbol najbardziej prestiżowej nagrody filmowej. Tak! Z materiałów nagrywanych podczas wyprawy powstał film, który w 1951r. został nagrodzony Oskarem w kategorii najlepszy film dokumentalny.

Muzeum Fram

Chyba większość z nas choć raz słyszało takie nazwiska jak Roald Amundsen czy Robert Scott. Dwaj polarnicy, którzy stanęli do wyścigu o zdobycie bieguna południowego. Szczęście uśmiechnęło się do pierwszego. I właśnie to on i jego wyprawy są jednym z tematów kolejnego muzeum, które chce Wam pokazać. Frammuseet czyli Muzeum statku polarnego „Fram” pierwszego wybudowanego w Norwegii statku do wypraw polarnych. Uczestniczył on w trzech ważnych ekspedycjach polarnych: prowadzonych przez Fridjofa Nansena, Ottona Sverdrupa oraz właśnie Roalda Amundsena na Antarktykę. Będzie tu bardzo zimno, ale też bardzo ciekawie. Nie jestem fanem wypraw morskich, jak również nie przepadam za zimnem, lodem i śniegiem, ale to muzeum naprawdę trzeba zobaczyć. Niesamowita ilość eksponatów, dokładne opisy, ciekawy film opowiadający o dwóch równoległych wyprawach Edwarda Amundsena i Roberta Scotta na biegun południowy. 

Jest też możliwość sprawdzenia swojej siły i wytrzymałości (można spróbować pociągnąć sanie z ekwipunkiem, zajrzeć do igloo) Dla zwiedzających o mocnych nerwach przeznaczony jest symulator zamarzniętego statku ekspedycyjnego. Wewnątrz jest bardzo zimno, w lodzie którym pokryte były pomieszczenia można było dostrzec “ciała zamarzniętych marynarzy”, całości dopełnia trzask pękającego lodu. Warto też zajrzeć do pomieszczeń pod pokładem i zobaczyć w jakich warunkach żyli polarnicy. Na pewno nie mogli cierpieć na klaustrofobię, bo ich kajuty były miniaturowe.

W oczekiwaniu na powrotny rejs, wybraliśmy się na krótki spacer po okolicy. Niesamowite, że za niespełna 20 minut znajdziemy się w tętniącej życiem stolicy. Tymczasem na Bygdøy wsłuchując się w szum fal możemy poczuć się niemal jak na bezludnej wyspie. Mogłabym tu mieszkać!

Zdjęcia wykonałam we wrześniu 2021 r.


Zajrzyj też tutaj:

Pierwszy raz w Skandynawii

Na skoczni w Holmenkollen

Subskrybuj
Powiadom o
guest
18 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze
Inline Feedbacks
View all comments
Anna z Bilingual kid
29 stycznia 2022 19:50

Mam wrazenie, ze to byla wspaniala wycieczka 🙂

Ireneusz
30 stycznia 2022 16:11

Bardzo ciekawe te eksponaty, ten strój rybaka jak ze starej 5 złotówki

Anna
Anna
31 stycznia 2022 10:24

marzę o takiej objazdówce, ale tam jest taaaaak zimno 😉

martynosia
31 stycznia 2022 14:54

Fajny wpis, z pewnością przyda mi się, gdy w końcu zdecyduje się na wycieczkę do Oslo 🙂 Pięknie tam, ciekawe muzea, które bardzo lubię, no i super zdjęcia!

Magda
31 stycznia 2022 16:30

Ha, akurat zastanawiam się nad weekendem w Oslo, także ten przewodnik bardzo mi się przyda 🙂

TosiMama
TosiMama
31 stycznia 2022 20:12

Marzę o podróży do tego zakątka Europy! Mam nadzieję, że niedługo uda mi się je spełnić 🙂

Anna Stankiewicz
Anna Stankiewicz
5 lutego 2022 15:14

Ale przepiękna willa! 🙂

Beata Herbata
5 lutego 2022 15:44

Norwegia mnie intryguje i chciałabym kiedyś odwiedzić :))

Anna
6 lutego 2022 10:21

Polecam najlepszą kawę w Oslo – Stockfleths, Kaffebrenneriet, Kulturhuset. Plus fajne wypieki