Po dniach pełnych wrażeń w tętniącej życiem stolicy Malezji, postanowiliśmy wybrać się na jednodniową wycieczkę, by odpocząć od miejskiego zgiełku i odkryć interesujące miejsca, które znajdują się niedaleko Kuala Lumpur.
Wizytę w jednym z najważniejszych i najbardziej rozpoznawalnych miejsc turystycznych w Malezji czyli w Batu Caves połączyliśmy z odwiedzinami w położonym nieco dalej „schronisku” dla słoni, o którym więcej napiszę w kolejnym wpisie. O ile do świątyń ukrytych w jaskiniach dość szybko i bez żadnych problemów można dojechać transportem publicznym, to chcąc wybrać się do słoni trzeba dysponować samochodem. Na szczęście grupy na Facebooku okazały się i tym razem bardzo pomocne, jeszcze w Polsce wrzuciłam zapytanie o wynajęcie pojazdu z kierowcą, na odpowiedzi nie musiałam długo czekać, ceny wahały się od 350 do 1000 ringgitów malezyjskich za kilkugodzinną wycieczkę. Zdecydowałam się na Travel and Tour Kuala Lumpur, ustaliliśmy, że skontaktujemy się po przylocie do Malezji. Tak też się stało i w umówionym dniu rano przed wejściem do hotelu czekał na nas kierowca, z którym wyruszyliśmy w drogę.
Po kilkunastu minutach dotarliśmy do Jaskiń Batu. Nasz kierowca miał rację, mówiąc, że warto wyruszyć wcześniej, bo rano nie było jeszcze zbyt wielu turystów, dzięki temu mieliśmy szansę na spokojniejsze zwiedzanie tego niezwykłego miejsca. Delikatne światło porannego słońca i przestronność tego miejsca sprawiły, że poczuliśmy się jakbyśmy znaleźli się w zupełnie innym świecie. Pierwsze co rzuca się w oczy po przekroczeniu bramy to ogromny 42-metrowy posąg hinduskiego boga Murugana. To symbol Batu Caves, jedna z najbardziej imponujących rzeźb w Malezji i podobno największy posąg tego hinduskiego boga na świecie.
To, co najpiękniejsze i najważniejsze w Batu Caves dopiero przed nami. Zaraz za posągiem, który budzi podziw swoją wielkością i złocistym blaskiem, nasz wzrok przyciągają schody, których nie sposób zignorować. Kolorowe stopnie, w odcieniach czerwieni, niebieskiego, zieleni i żółci, prowadzą w górę, w stronę tajemniczej Głównej Jaskini Katedralnej. Jest ich dokładnie 272! Każdy krok w górę przypomina, jak wiele wysiłku trzeba, by dotrzeć do celu.
Przyjechaliśmy tu, żeby zobaczyć tę niezwykłą jaskinię, więc nie ma innej opcji – musimy się tam wspiąć. Ruszamy z entuzjazmem, ale z każdą minutą dystans pomiędzy mną a Młodym staje się coraz większy, no cóż różnica wieku robi swoje 🙂 Każdy kolejny krok to walka z własnym zmęczeniem, ale równocześnie poczucie, że zbliżam się do czegoś wyjątkowego. Wydaje się, że stopnie stają się coraz bardziej strome, słońce grzeje już naprawdę mocno, a dodatkowym utrudnienie tej wędrówki są małpy – skaczą po schodach, wspinają się na barierki, potrafią zbliżyć się niepostrzeżenie, warto być czujnym i nie dać się sprowokować, bo choć wyglądają na przyjazne potrafią zaatakować.
W końcu, po długiej wspinaczce, docieramy do celu, przed nami rozpościera się wejście do Głównej Jaskini Katedralnej – tajemniczego i majestatycznego miejsca, a zmęczenie, pot i wysiłek przestają mieć znaczenie. Ciepłe światło wpadające przez otwory w skałach, setki kolorowych posągów bóstw, malowidła na ścianach – wszystko to tworzy niezwykłą atmosferę. Dźwięki modlitw, rytualnych dzwonków i zapach kadzideł dopełniają całości tego niezapomnianego doświadczenia. W świątyni gromadzą się osoby zanurzone w medytacji, modlitwie, skupione na swoich rytuałach, jakby każdy gest był częścią tradycji trwającej od wieków. Z aromatem kadzideł miesza się zapach przygotowywanego jedzenia (w wydzielonej przestrzeni pielgrzymi spożywali posiłki, w innej składali je na ofiarę). Staliśmy tam przez chwilę w pełni pochłonięci tym, co nas otaczało, próbując zrozumieć gesty, ruchy, dźwięki pielgrzymów i mnichów. Uczucie, że miejsce to żyje własnym rytmem, było niezwykle silne. Wysokie, skalne ściany wypełniały się nie tylko modlitwami i śpiewami, ale także ludzkimi emocjami. Czuć, że Batu Caves to coś więcej niż tylko turystyczna atrakcja – to miejsce duchowe, które od wieków przyciąga wierzących z całego świata, oferując im spokój i możliwość modlitwy w świętym dla nich miejscu.
Chciałam zostać tam jeszcze chwilę aby chłonąć atmosferę i obserwować modlących się. Jednak czas płynął nieubłaganie, a kierowca już czekał, gotowy do dalszej podróży. Z każdą chwilą przybywało też turystów, kiedy opuściliśmy jaskinię, na schodach było już naprawdę tłoczno. Wśród tych wszystkich ludzi, którzy wspinali się w górę, moją uwagę przykuła kobieta. Na ramieniu opierała długi kij, do którego była przywiązana chusta, a z niej wystawała dziecięca główka. Na twarzy kobiety, z każdym krokiem, pojawiał się coraz większy grymas zmęczenia. Z każdym kolejnym stopniem wydawało się, że ciężar nie tylko fizyczny, ale i emocjonalny staje się większy, w tej trudnej drodze wspierała ją rodzina . Ten obraz długo miałam przed oczami. Choć niestety nie znalazłam nigdzie informacji, czy był to jakiś szczególny religijny rytuał, to wiedziałam, że z pewnością był to dowód na matczyną miłość, niezłomną wiarę i oddanie. To była scena, która przypomniała mi, jak głęboko rodzina i religia są splecione w hinduskiej tradycji – jak ważne jest wsparcie najbliższych, a także jak duchowe oddanie może łączyć pokolenia.
Batu Caves zrobiło na mnie ogromne wrażenie, czułam się jakbym odkryła kawałek tajemniczej Malezji, gdzie religia, natura i kultura łączą się w jedno. Wspinaczka po schodach, przepiękne widoki, mistyczne wnętrze jaskini i niezapomniana atmosfera sprawiły, że Batu Caves jest jednym z tych miejsc, które na długo pozostanie w mojej pamięci.
Jeśli planujecie podróż do Malezji, koniecznie dodajcie je do swojej listy miejsc do zobaczenia!
zdjęcia wykonałam we wrześniu 2024 r.
W Malezji warto też wybrać się do stolicy, Malakki, Kuala Gandah czy GeorgeTown. A do Malezji dotarliśmy z Singapuru, o którym możesz przeczytać tutaj i tutaj

































Jestem ciekawa tego „schroniska” dla słoni.
Postaram się wkrótce opublikować wpis o Kuala Gandah
Fajnie, czekam z niecierpliwością na artykuł.
Czekam i ja bo również jestem ciekawa. Na pewno będzie bardzo wartościowy wpis.
Mam nadzieję, że ten też jest wartościowy 😉 a o słoniach już niedługo też będzie
Jak tam ładnie i kolorowo! Na pewno warto się wybrać.
Jest to niewątpliwie bardzo popularne miejsce dla turystów, również dzięki tym kolorom.
Pamiętam jakie wrażenia zrobiło na mnie to miejsce. Byliśmy dopiero drugi dzień w Malezji jak tu zajrzeliśmy… Dobrze, że byłam wcześniej uprzedzona, żeby uważać na małpy złodziejki. Kilku osobom na naszych oczach wyrwały torby – to była jak zorganizowana mafia
Też się naczytałam ostrzeżeń o małpach i byłam przygotowana. Może ze względu na wczesną porę małpy były spokojniejsze, z jedną nawet miałam kontakt bezpośredni – rozglądając się na wszystkie strony nie zauważyłam że dość duża małpa siedzi na poręczy której się trzymałam i tak nagle moja ręka poczuła coś miękkiego – nie wiem kto był bardziej zaskoczony ja czy ona, ale po krótkiej wymianie spojrzeń każda z nas skierowała się w inną stronę.
Przepiękne miejsce! Inna kultura potrafi zachwycić. Ten koloryt, aromaty… Świetna wycieczka
Jadąc tam myślałam, że to tylko świątynia w jaskini. Tymczasem to miejsce, w którym czas się zatrzymuje kiedy patrzymy na modlących się mnichów i żyjących tą religią pielgrzymów.