Jak już wspominałam we wcześniejszych wpisach tegoroczny najdłuższy wyjazd zaczął się od spontanicznego kupna biletów na trasie Warszawa-Londyn-Singapur i z powrotem. Korzystna cena obejmowała loty w różnych terminach, można było więc zaplanować zarówno kilku, jak i kilkunastodniowy pobyt i właśnie taki wybrałam. Mieliśmy więc do zagospodarowania dwa tygodnie i żadnego doświadczenia w podróżowaniu po tym rejonie świata. Dość szybko utwierdziłam się w przekonaniu, że Singapur nie może być jedynym miejscem, które odwiedzę bo nie jest tanią destynacją, więc tworząc plan podróży musiałam znaleźć miejsca, które nie zrujnują mojego portfela.

Analizując mapę i przeglądając dostępne informacje zdecydowałam, że drugim celem wyprawy będzie Malezja. Według przewodników to kraj pełen zaskakujących kontrastów, zdecydowanie mniej popularny niż sąsiednia Tajlandia, idealny na pierwsze wakacje w Azji Południowo-Wschodniej. Po lekturze wielu internetowych opisów doszłam do wniosku, że Malezja to kraj o niezwykłej różnorodności, że dwa tygodnie to za mało, by zobaczyć wszystko. Postanowiłam skupić się na kilku wybranych miejscach, a mój ostateczny wybór padł na trzy miasta: oczywiście Kuala Lumpur, George Town i Malakka. Zakładałam – jak się później okazało całkiem słusznie – że ten wybór pozwoli mi naprawdę poczuć różnorodność Malezji, poznać jej historię, kulturę i docenić unikalną atmosferę.

Po dwudniowym pobycie w Singapurze postanowiłam ruszyć w kierunku pierwszego celu mojej podróży po Malezji czyli do Malakki. Wybór tej trasy nie był przypadkowy; chciałam poczuć kontrast pomiędzy futurystycznym Singapurem a historycznym miastem, które przez wieki było jednym z najważniejszych punktów na mapie Azji Południowo-Wschodniej. Drogę do Malakki pokonałam autobusem, co okazało się bardzo dobrym rozwiązaniem – wielkie rozkładane siedzenia, sprawnie działająca klimatyzacja i jedynie kilka osób na pokładzie gwarantowały komfort podróży, która trwała – łącznie z odprawą paszportowo-bagażowa na granicy – około pięciu godzin. Przystankiem końcowym miała być Melaka Sentral, jednak kierowca postanowił zapewnić nam dodatkową „atrakcję” w postaci objazdowej wycieczki po mieście. Jeździliśmy więc dość długo wąskimi ulicami, a we mnie wzrastał niepokój, bo nic z tego, co widziałam przez okno, nie przypominało Malakki, którą miałam w głowie. Zamiast kolonialnych budynków, zabytkowych uliczek i historycznych atrakcji, widziałam szare, zapomniane dzielnice, zniszczone budynki i rozgardiasz typowy dla mniej turystycznych obszarów miasta. Kiedy autobus wreszcie zatrzymał się (co prawda nie na dworcu, a w okolicach szpitala), ruszyłam w stronę hotelu (Rosa Malacca, gorąco polecam!), i choć początkowo nie byłam pewna, gdzie dokładnie się znajduję, z każdym krokiem zaczynałam odkrywać urok Malakki.

W Internecie krążą różne opinie na temat tego miasta. Jedni podróżnicy polecają miasto jako obowiązkowy punkt pobytu, zachwalając jego bogatą historię, kolonialną architekturę oraz wyjątkowy klimat. Z drugiej strony, wielu uważa Malakkę za mocno przereklamowane miejsce, które straciło swój autentyczny urok. Zdominowane zostało przez masową turystykę i stało się miastem pełnym kramów z pamiątkami dla tłumów odwiedzających, którzy zatrzymują się tam na chwilę, by zrobić zdjęcia, nie poznając głębiej historii miasta.

Niewątpliwie opinie innych często mogą być pomocne, ja jednak zdecydowanie wolę opierać się na swoich doświadczeniach oceniając dane miejsce. Jakie więc jest moje zdanie na temat Malakki? Warto się tam wybrać czy nie?

Najpierw pozytywy, bo jest ich mimo wszystko więcej. Historia miasta sięga XIV wieku, kiedy to zostało założone przez malajskiego księcia Parameswarę i szybko stało się kluczowym portem handlowym, dzięki swojemu strategicznemu położeniu nad cieśniną o tej samej nazwie. W XV wieku Malakka była potężnym sułtanatem, po zdobyciu przez Portugalczyków stała się ważnym punktem na handlowym szlaku. W XVII wieku miasto przeszło pod kontrolę Holendrów, następnie została przejęta przez Brytyjczyków. Po uzyskaniu niepodległości przez Malezję stała się częścią nowego państwa. Każdy z zarządców Malakki oczywiście zostawił po sobie wyraźny ślad, a ich wpływy można w wielu punktach miasta. .Jednym z najbardziej charakterystycznych miejsc jest Fort A Famosa – monumentalna forteca zbudowana przez Portugalczyków, choć zabytek nie przetrwał w pełni, to zachowana część murów i brama Porta de Santiago są jednym z najbardziej rozpoznawalnych symboli miasta. Podobnie jak znajdujący się na wzgórzu kościół św. Pawła nieopodal, którego znajdziemy nagrobki niektórych portugalskich gubernatorów. Z czasów panowania Holendrów pozostał w mieście Dutch Square (znany też Placem Czerwonym) z pięknymi czerwonymi budynkami Ratusza Holenderskiego oraz jedynego kościoła zachowanego z czasów kolonialnych w Malezji. Na tym samym placu znajdziemy fontannę królowej Wiktorii oraz całkiem współczesny element „dekoracyjny” tj. przestrzenny napis I love Malakka, przy którym nieprzerwanie kłębią się tłumy turystów chcących udokumentować zdjęciem swój pobyt w tym miejscu. Stąd już tylko krok do Jonker Street czyli serca tutejszego Chinatown, gdzie znajdują się liczne sklepiki z pamiątkami, rękodziełem i lokalnymi wyrobami. To także raj dla miłośników street foodu, bo właśnie tu można spróbować dań, które łączą malajskie, chińskie i portugalskie wpływy kulinarne. Następnego dnia chcąc odpocząć od zgiełku postanowiłam odwiedzić jeszcze jedno ważne dla historii miasta miejsce – Chung Wah czyli jeden z najstarszych cmentarzy chińskich w Malezji. Nam przypomina raczej park lub ogród z wytyczonymi alejkami i nielicznymi grobami o dziwnych kształtach.

A teraz czas na kilka negatywnych słów, bo przecież nie wszystko jest tu idealne. Niewątpliwie, Malakka, jako jedno z najstarszych miast Malezji, przyciąga turystów z całego świata, co czyni ją jednym z najczęściej odwiedzanych miejsc w kraju. Zatłoczone ulice, szczególnie w rejonach największych atrakcji, sprawiają, że trudno poczuć autentyczność miejsca. Nie mogłam pozbyć się wrażenia, że ktoś odpowiedzialny za promocję, za turystyczną atrakcyjność miasta chce wykorzystać wszystkie atuty Malakki dodając do nich zupełnie nie pasujące komercyjne działania. Dla wielu turystów symbolem miasta są mega kiczowate ozdobione na motyw jakiejś bajki czy kreskówki (np. Hello Kitty) riksze, które wyposażone w ogromne głośniki zagłuszają się wzajemnie melodiami z kreskówek lub lokalnym techno. Moim zdaniem taka komercjalizacja zaczyna przyćmiewać to, co naprawdę wyjątkowe w tym mieście – jego historię, kulturę, które zapewne byłyby w stanie przyciągnąć turystów w bardziej subtelny sposób.

Podsumowując niewątpliwie Malakka ma wiele ciekawych i wartych odkrycia miejsc, ale nieprzerwany hałas i tłum turystów sprawił, że z radością opuściłam to miejsce, ruszając dalej z nadzieją, że w kolejnych etapach podróży znajdę spokój i autentyczność, których tak mi brakowało w tym zgiełku. W końcu podróże to nie tylko odkrywanie nowych miejsc, ale także szukanie tych, które odpowiadają naszym indywidualnym oczekiwaniom.

zdjęcia wykonałam we wrześniu i październiku 2024 r.


Poza Malakką warto w Malezji zajrzeć do stolicy, Batu Caves, Kuala Gandah czy GeorgeTown. A do Malezji dotarliśmy z Singapuru, o którym możesz przeczytać tutaj i tutaj

Subskrybuj
Powiadom o
guest

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

10 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze
Inline Feedbacks
View all comments
Izabela Bookendorfina
Izabela Bookendorfina
19 stycznia 2025 09:57

Uwielbiam ten wspaniały glód podróży, odwiedzane miejsca tyle nam pokazują i uczą, cudownie jest zdać się na przypadkowe destynacje, potrafią zaskoczyć przeżyciami.

Agnieszka
Agnieszka
19 stycznia 2025 10:15

Piękne i klimatyczne zdjęcia, które wraz z opisem malują wyjątkowość miejsca. Jakie są koszty takiej podróży?

Honorata
Honorata
19 stycznia 2025 11:24

Ostatnio coraz częściej myślę o tym, żeby udać się w dalsze zakątki naszego świata. Azja jest wysoko na mojej liście planów.

Anne18
Anne18
19 stycznia 2025 12:05

Ja takiego głodu podróżowania nigdy nie miałam , ale z dużą przyjemnością czytam Twoje posty.

mangomania
mangomania
20 stycznia 2025 08:57

Ten tłum i hałas by mi przeszkadzały. Nie mogłabym zobaczyć autentyczności tego miejsca.