Nigdy nie marzyłam o wyprawie za wielką wodę. Owszem, kilka miejsc w Amerykach mam na swojej liście o nazwie „kiedyś, fajnie by było”, ale póki co czekają cierpliwie na lepszy moment czyli taki z większym budżetem i mniejszą liczbą wymówek.

Jak to w życiu bywa, plany lubią się zmieniać, więc nie byłam szczególnie zdziwiona, gdy tegoroczny pomysł na urlop niespodziewanie ewoluował i obrał zupełnie inny kierunek. Tak oto, zupełnie nieplanowanie, pewnego wrześniowego poranka znalazłam się na pokładzie samolotu lecącego prosto z Warszawy do Toronto. A podróż do Kanady nie może obyć się bez wizyty przy jednym z najbardziej spektakularnych cudów natury – Wodospadzie Niagara.

Przyglądając się mapie wschodniej Kanady, to właśnie on jako pierwszy przykuwa uwagę. Nie wszyscy jednak wiedzą, że Niagara to nie jeden, a trzy wodospady. Największy z nich — Horseshoe Falls, czyli „Podkowa”, leży po kanadyjskiej stronie i rzeczywiście swoim kształtem przypomina ogromną podkowę. Ma aż 53 metry wysokości i blisko 800 metrów szerokości. Po stronie amerykańskiej znajdują się American Falls i mniejszy Bridal Veil Falls („Welon Panny Młodej”) — oba niższe, ale równie malownicze.

Decyduję się na wycieczkę zorganizowaną przez jedną z lokalnych firm. Dzień zaczyna się wcześnie — Toronto jeszcze śpi, gdy pakujemy się do autobusu, grupka ludzi z różnych zakątków świata. Kazachstan, Surinam, Nowa Zelandia… i ja. Każdy mówi innym językiem, ale wszystkich łączy ta sama ciekawość i jeden cel: zobaczyć Niagarę. Wyruszamy więc w stronę tego kanadyjsko-amerykańskiego cudu natury, zahaczając po drodze o kilka miejsc, które same w sobie zasługują na uwagę.

Pierwszy przystanek — Niagara-on-the-Lake. To jedno z tych miejsc, które chwyta za serce już od pierwszego spojrzenia. Małe, urokliwe miasteczko z zabytkowymi budynkami, wąskimi uliczkami pełnymi sklepów z pamiątkami i klimatycznymi kawiarenkami. Przebywając w tym miejscu, czujesz się, jakby czas płynął wolniej. Po drodze warto odwiedzić lokalne winiarnie – region Niagara jest znany z produkcji doskonałych win, szczególnie słodkich win lodowych. Jeśli lubicie wino, na pewno warto spróbować lokalnych trunków, które oferują niezwykłe smaki, często niedostępne w innych częściach świata. Miasteczko to idealna okazja na chwile relaksu, spacer po ogrodach i przyjemną przerwę przed dalszą podróżą.

Kolejny punkt — Whirlpool Rapids, czyli zakole rzeki Niagara, gdzie woda nagle skręca, tworząc potężny wir. Tu czuć prawdziwą siłę natury — nie w formie monumentalnego wodospadu, ale jako nieustanny ruch, energię i dzikość. To doskonałe miejsce, żeby się zatrzymać, zrobić kilka zdjęć. To także doskonała okazja do zatrzymania się na chwilę, by złapać oddech przed najbardziej ekscytującym punktem programu.

I oto jest on: Wodospad Niagara. Od kanadyjskiej strony wodospad wygląda naprawdę zjawiskowo. Wysoka kurtyna wody, rozbijająca się o skały, unosi kropelki, które tworzą niemal stałą mgłę. Tego nie da się opowiedzieć — to trzeba usłyszeć i poczuć na twarzy. Najbardziej czekałam na rejs pod wodospad — i było warto. W czerwonych pelerynach, wyglądając jak grupa dzieci gotowych na wodną bitwę, staliśmy na pokładzie statku. Zbliżając się do Horseshoe Falls, w jednej chwili z podziwem obserwujesz wodę przelewającą się przez krawędź skały, a w następnej nie widzisz nic, ale czujesz wodę. W tym momencie człowiek przestaje myśleć, a po prostu chłonie wszystko, bo to spotkanie z żywiołem w najczystszej postaci.

Nie zawsze trzeba być gdzieś długo, żeby coś w nas zostało na długo. Nad Niagarą spędziłam zaledwie kilka godzin, ale to była intensywna, głośna i piękna chwila — taka, która zostaje w pamięci. To było oczyszczenie — trochę z miejskiego pyłu, trochę z codziennych myśli. Jeśli planujecie wizytę nad Niagarą z Toronto, nawet w formie zorganizowanej wycieczki — nie bójcie się, że to „za krótko”. Natura nie potrzebuje wiele czasu, żeby zrobić wrażenie i zostawić po sobie ślad. Niagara to nie tylko miejsce, to doświadczenie. Spotkanie z potęgą natury, które przypomina, jak dobrze jest zatrzymać się choć na chwilę i poczuć jej rytm. Wśród huku wody i mgły, w tej nieujarzmionej przestrzeni, poczułam spokój. Tam w kontakcie z naturą — była moja przestrzeń.

zdjęcia wykonałam we wrześniu 2025 r.

Subskrybuj
Powiadom o
guest

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

13 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze
Inline Feedbacks
View all comments
TosiMama
TosiMama
24 października 2025 06:03

Ja też nigdy nie marzyłam o wyprawie w ten zakątek świata. Nie zmienia to jednak faktu, że i tam są piękne miejsca, które mogą zachwycić wielu.

Izabela
Izabela
24 października 2025 06:19

Bardzo cenię sobie to odczucie, kiedy przyroda i krajobraz czymś mnie wyjątkowo zaskakują na plus, kiedy pomimo licznych książek i relacji na ich temat okazuje się, że moja wyobraźnia nie była zdolna pojąć cudu zjawiska. Mam kilka takich miejsc, które zrobiły na mnie ogromne wrażenie, do których boję się ponownie zajrzeć, aby nie zatrzeć pierwotnego śladu poznania.

Izabela
Izabela
Reply to  Ola
27 października 2025 07:01

To prawda, często promocja miejsca zafałszowuje prawdziwy obraz, wiele osób opowiadało mi o rozczarowaniu, bo spodziewało się czegoś bardziej spektakularnego, ale właśnie, poza najbardziej rozreklamowanymi miejscami, większość potrafi cudownie zaskoczyć na plus. U mnie właśnie potęga planety najbardziej zdumiewa, wodospady i wulkany, klify i góry, na pierwszym miejscu moich zainteresowań.

Anne18
Anne18
26 października 2025 18:57

Mam podobnie nigdy mnie tam nie ciągnęło. Zawsze wydawało mi się to za daleko, za wysokie progi np finansowe itd.

Asia - Pisane z uśmiechem
Asia - Pisane z uśmiechem
26 października 2025 23:48

Lubię oglądać relacje z Niagary u innych i przyznam, że chciałabym kiedyś zobaczyć te wodospady na żywo

mangomania
mangomania
27 października 2025 10:57

Wodospad Niagara sama bym chciała zobaczyć na żywo…to moje skryte marzenie.

czerwonafilizanka
1 listopada 2025 15:21

To prawda że czasem krótki pobyt potrafi na długo zagościc w sercu