Kilkugodzinna podróż wygodnym pociągiem była idealnym momentem na złapanie oddechu po intensywnych ostatnich chwilach w Toronto i spokojne obserwowanie krajobrazów przesuwających się za oknem. Ottawa przywitała nas ciszą i harmonią, zupełnie niepasującymi do wyobrażeń o wielkiej stolicy — być może dlatego, że główny dworzec położony jest dość daleko od centrum. Pobyt w stolicy Kanady zaplanowaliśmy na dwa dni, więc bez presji i odhaczania atrakcji daliśmy się porwać jej spokojnemu rytmowi i niepowtarzalnemu vibe’owi, chłonąc atmosferę miasta podczas długich, niespiesznych spacerów.
Pierwszym przystankiem była Rezydencja Gubernatora Generalnego. Ogrody otaczające Rideau Hall wyglądają jak żywcem wyjęte z pocztówki — zielone, zadbane, a przy tym jednocześnie eleganckie i zaskakująco dostępne dla zwykłych odwiedzających. To miejsce od razu zachęca, by zwolnić tempo, rozejrzeć się i na chwilę po prostu pobyć. Choć według informacji na stronie internetowej tego dnia zwiedzanie wnętrz miało być niemożliwe ze względu na oficjalne uroczystości, na miejscu okazało się, że los po raz kolejny się do nas uśmiechnął. Wraz z niewielką grupą udało nam się wejść do środka i zobaczyć reprezentacyjne wnętrza, w których historia Kanady naturalnie splata się z codziennym funkcjonowaniem jednego z najważniejszych urzędów w państwie.
Spacerując zadbanymi parkowymi alejkami, uwagę przyciąga inukshuk – charakterystyczna kamienna konstrukcja budowana tradycyjnie przez Inuitów i inne rdzenne ludy Arktyki. Ten niepozorny, a jednocześnie bardzo symboliczny element przypomina o rdzennych mieszkańcach tych ziem i o historii, która istniała tu na długo przed powstaniem współczesnej Kanady. Obecność takiej rzeźby w reprezentacyjnej przestrzeni Rideau Hall subtelnie podkreśla znaczenie pamięci o kulturach rdzennych narodów, ich więzi z naturą i duchowym wymiarze relacji z ziemią.
Ottawa to miasto dwujęzyczne, w którym angielski i francuski splatają się w codziennym życiu mieszkańców. Symboliczną granicą między tymi dwoma językowymi i kulturowymi światami jest Most Aleksandry, łączący prowincje Ontario i Quebec. To miejsce doskonale oddaje wyjątkowy charakter stolicy — tu tradycja spotyka się z nowoczesnością, a kultura anglo- i frankofońska splata w jednym punkcie, tworząc niepowtarzalną, pełną kontrastów atmosferę miasta. Przemierzając most w drodze do Kanadyjskiego Muzeum Historii, jednym uchem słyszę „hello”, a drugim „bonjour”. Muzeum Historii to miejsce, w którym można spędzić wiele godzin. Z zewnątrz budynek przypomina miękką, falującą formę, która od razu przyciąga wzrok, a w środku przenosi odwiedzających w podróż przez to, co najważniejsze dla Kanady. To opowieść o wielogłosie społeczeństwa, o różnorodności kulturowej, o historiach Pierwszych Narodów, które są fundamentem tego kraju. W tym muzeum nie chodzi o oglądanie eksponatów — to miejsce, które bardziej się czuje niż zwiedza. Przemieszczając się między salami, doświadcza się opowieści o tożsamości, ciągłości i próbie dialogu między przeszłością a teraźniejszością. Każdy fragment wystawy zdaje się przypominać, że historia Kanady nie jest jednolita, ale utkana z wielu głosów i doświadczeń, które razem tworzą obraz kraju otwartego na różnorodność i jednocześnie pamiętającego o swoich korzeniach.
Wędrując dalej po stolicy Kanady trafiliśmy również do Bazyliki Katedralnej Notre-Dame. Jej metaliczne wieże błyszczą w słońcu niczym strzały skierowane w niebo, przyciągając wzrok z daleka i zapowiadając wyjątkowe wnętrze. Gdy wchodzi się do środka, nagle wszystko cichnie – hałas ulicy i zgiełk miasta zostają za drzwiami. Wnętrze katedry zachwyca złotymi zdobieniami, misternymi witrażami i subtelną grą światła wpadającego przez kolorowe okna, tworząc atmosferę spokoju i zadumy. To miejsce, w którym czas zwalnia, a codzienny pośpiech przestaje mieć znaczenie. Co ciekawe, trwała właśnie Msza święta sprawowana w dwóch językach — czytania, kazanie i główne modlitwy najpierw wybrzmiały po angielsku, by następnie zostać powtórzone po francusku, co pięknie odzwierciedla dwujęzyczny charakter Ottawy.
Oczywiście nie mogliśmy ominąć jednej z największych atrakcji miasta – wpisanego na Listę UNESCO -Kanału Rideau. Ten malowniczy kanał przepływa przez Ottawę niczym srebrna nitka, wprowadzając spokój w serce tętniącej życiem stolicy. Zbudowany w XIX wieku jako strategiczna droga wodna mająca chronić Kanadę przed ewentualnym atakiem ze strony Stanów Zjednoczonych, dziś Kanał Rideau to nie tylko świadek historii, ale też ulubione miejsce mieszkańców i turystów. Latem zachwyca swoim blaskiem, odbiciami słońca w wodzie i zielenią, które zapraszają do spacerów, pikników czy przejażdżek rowerowych. Podobno zimą przeobraża się w coś absolutnie wyjątkowego – w najdłuższe naturalne lodowisko świata.
Pobyt w stolicy to nie tylko odwiedzanie konkretnych atrakcji, ale też spokojne wtapianie się w rytm miasta podczas spacerów po parkach, skwerach i wśród licznych pomników. W Ottawie można obserwować, jak ludzie bawią się, tańczą, odpoczywają przy stoiskach z jedzeniem i korzystają z miejskiej przestrzeni na swój sposób. To miasto nie tylko instytucji i muzeów, ale przede wszystkim ludzi, którzy nie boją się wyrażać emocji i solidarności. W okolicach Parliament Hill trafiliśmy na manifestację pro-palestyńską. Plac wypełniały osoby trzymające transparenty, flagi i zdjęcia, a atmosfera była poruszająco cicha – nie agresywna, nie krzykliwa, raczej pełna skupienia i głębokich emocji. Obok, na chodniku, ustawiono dziecięce buciki – małe, kolorowe, jakby czekały na właścicieli, którzy nigdy nie wrócą. Ten obraz długo pozostaje w pamięci, przypominając, że Ottawa to miasto, w którym historia, polityka i codzienne życie mieszkańców splatają się w wyjątkowy, pełen kontrastów sposób.
Stolicę Kanady można poznać w dwa dni, ale zostaje w pamięci na długo. Dwujęzyczna, pełna zieleni, przestrzeni i historii, dumna ze swojego UNESCO, ze swojej kultury, z różnorodności. A jednocześnie to miasto, w którym widać prawdziwe emocje — czasem piękne i spokojne, czasem trudne i głębokie. Może dlatego Ottawa tak bardzo mi się spodobała.
zdjęcia wykonałam we wrześniu 2025 r.
























































































Szczerze mówiąc nigdy nie myślałam o tym kierunku, jako o destynacji, gdzie chciałabym pojechać… Ale, gdybym miała okazję na pewno skorzystałabym
Też nigdy nie myślałam o Kanadzie 🙂 cieszę się, że udało mi się tam polecieć, bo było to ciekawe doświadczenie, ale na razie wracam do swoich ulubionych kierunków
Od bardzo dawna mam w planach odwiedzenie Kanady, chciałabym bardzo poczuć jej różnorodność przyrodniczą, szczególnie surowość i dzikość, ale i w klimat miast chętnie bym się wbiła.
Jeśli jeszcze kiedyś wrócę do Kanady, to właśnie po to by poznać parki narodowe Kanady Zachodniej
Piękna i tak bardzo różniąca się od tego, co możemy zobaczyć w Europie. Mam nadzieję, że kiedyś uda mi się zobaczyć Kanadę na własne oczy.
Moje marzenie, które wciąż czeka na realizację, a nie zanosi się, abym miała je spełnić, dlatego z przyjemnością zapoznaję się z ciekawymi fotorelacjami.
Nigdy nie mów nigdy, życie potrafi zaskakiwać i często udaje nam się zrealizować całkiem szalone marzenia. A zanim tam dotrzesz, to zajrzyj do mnie – będzie jeszcze trochę Kanady.
Tak, niewątpliwie całkiem inna niż Europa, choć Quebec – o którym w jednym z kolejnych postów będę pisać – był bardzo europejski. Ale najlepiej poznać miejsce osobiście czego Ci życzę
Poznać w dwa dni to zdecydowanie szybko, dwujęzyczność miasta ma w sobie coś wyjątkowego
Dwujęzyczność jest czasem zaskakująca, w większości miejsc zakładano, że skoro jestem z Europy to biegle władam francuskim i wszystkie rozmowy zaczynano właśnie po francusku, którego nie znam. A nawet gdybym znała, to w Kanadzie a zwłaszcza w prowincji Quebec używają québécois, który jest bardzo unikalną odmianą.
Nigdy nie interesowałam się tym miastem, zaciekawiałaś mnie swoim artykułem . Może kiedyś … choć akurat zachodnia Kanada bardziej mnie pociąga
Jeśli kiedyś wrócę do Kanady to zdecydowanie co zachodniej części. Ottawa mnie pozytywnie zaskoczyła i tam mogłabym wrócić
Kanada kojarzy mi się jesieniarsko, z syropem klonowym i kolorowymi lisciami na drzewach 😁 Może nie jest to moje wielkie marzenie podróżnicze, ale gdybym miała okazję polecieć, na pewno zwiedzałabym z przyjemnością
Świetne skojarzenie 🙂 liście dopiero się zaczęły pojawiać w czasie mojego pobytu, ale syrop klonowy był – nawet w postaci lodów